Pobierowo dzisiaj
Pobierowo rozbrzmiewa gwarem nie tylko latem. Właściciele
nowych domów chętnie przyjeżdżają tutaj na weekendy, bez względu na
porę roku. Kurort chętnie odwiedzają również mieszkańcy Szczecina,
dla których jest to atrakcyjne letnisko.
Pobierowo jest bardzo rozległe, pod względem powierzchni zajmuje pierwsze
miejsce na Wybrzeżu Rewalskim. Ulica Grunwaldzka, przy której koncentruje
się całe turystyczne życie, ma prawie cztery kilometry długości i
łączy wschodni i zachodni kraniec tej miejscowości. Pełno tutaj kafejek,
barów, restauracji i dyskotek. Są też liczne sklepy i stoiska handlowe.
Ta miejscowość znana jest z szerokiej, piaszczystej plaży, do której
można dojść praktycznie z każdego miejsca. Są tutaj dobre warunki
do uprawiania surfingu. Pobierowo chwalą sobie przede wszystkim amatorzy
aktywnego wypoczynku. Lasy zachęcają do długich spacerów i wycieczek
rowerowych.
Nocleg zapewniają liczne pensjonaty, o miejsce można też pytać w domach
wczasowych
i właścicieli domów letniskowych. W centrum Pobierowa jest
też duży camping z domkami orz miejscem pod namiot i przyczepę, są
też mniejsze pola namiotowe.
Nie brakuje tu atrakcji. Dyskoteki, kino, kawiarnie, herbaciarnie,
niezwykle liczne ogródki piwne - to jedne z wielu miejsc, do których
mogą się wybrać wczasowicze. Odbywają się także festyny rodzinne,
turnieje sportowe i koncerty znanych zespołów. Właśnie te koncerty
estradowe stają się tradycją Pobierowa. Organizowane są w samym centrum,
na skrzyżowaniu głównej ulicy i największego zejścia na plażę.
Pobierowo jako kąpielisko
Początki
kąpieli morskich w Pobierowie, określa się na około 1907r, kiedy to
rolnik Frohreich wybudował nad morzem hotel "Seeblick" To
budynek u zbiegu ul. Mickiewicza i ul. Grunwaldzkiej, poddany niedawno
przebudowie i obecnie służący wypoczynkowi pracowników Uniwersytetu
Szczecińskiego. Inne rodziny osiadały się po zachodniej stronie miejscowości.
W okolicy hotelu powstawały nowe budynki, później powstała masarnia
i piekarnia. Około 1939r Krause - właściciel posiadłości dał do podziału
około 3000 mórg lasu w Pobierowie, berlińskiemu przedsiębiorcy Gervais.
Ten podzielił Pobierowo w ten sposób, że na każdej mordze przypadały
3 miejsca do budowania o powierzchni 800m2 + 100m2 na drogi. Jak wykazywało
ogłoszenie w gazecie, cena zakupu jednego terenu wynosiła ówczesne
663 reichsmarek. Dzięki intensywnej reklamie i rozwinięciu w szybkim
tempie komunikacji autobusowej pomiędzy Berlinem i Pobierowem miejscowość
rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Autobus wyjeżdżał w soboty
w południe, wraca w niedzielę w nocy do Berlina a cena biletu tam
i z powrotem wynosiła 12,75 przedwojennych marek.
W krótkim czasie Pobierowo, z piękną plażą, stało się ulubionym miejscem
wypoczynku berlińczyków. W okresie międzywojennym powstały tu dziesiątki
domów letniskowych. W pobliskim Białobudzu (Baldebuds), przy drodze
jak na Rybice stał na uboczu jeden budynek który stanowił własność
Himmlera, który później podarował go Ewie Braun. Wypoczywali w nim
prominenci hitlerowscy a także prawdopodobnie przyjeżdżała właścicielka
w towarzystwie przywódcy III Rzeszy. Ludzie widząc możliwość zarabiania,
pobudowali: klub, kino, sale widowiskowe oraz inne obiekty towarzyszące.
Tak powstała miejscowość wypoczynkowa.
Po II Wojnie Światowej praktycznie cała miejscowość została oddana
we władanie Funduszu Wczasów Pracowniczych, który tu utworzył na istniejącej
bazie największy na Polskim Wybrzeżu ośrodek wczasów rodzinnych. Przed
laty były tu głównie niewielkie, drewniane domki letniskowe, a wczasy
w nich stanowiły nagrodę dla przodowników pracy. Kiedy Polacy nabrali
nawyku wypoczynku letniego nad morzem, zakłady pracy z głębi kraju
zaczęły budować tu swoje ośrodki wczasowe i kolonijne. Dopiero po
transformacji ustrojowej, część tych ośrodków przeszła w posiadanie
osób prywatnych oraz rozwinęła się budowa licznych pensjonatów. Trend
ten trwa nadal.
Historia miejscowości
Z
przekazów historycznych wiemy, że Pobierowo powstało na miejscu starej
osady Słowian pomorskich z XI - XII wieku i że w dokumentach pisanych,
w1368 r. została wymieniona taka nazwa. W 1590 roku została zbudowana
tu kaplica ewangelicka. Wiadomo, że Pobierowo w przeszłości stanowiło
własność Kleistów (Kleszczy), starego Pomorskiego rodu, którego członkowie
zajmowali wysokie stanowiska na dworze książąt Gryfitów i w życiu
publicznym na Pomorzu, o czym świadczy fakt, że komandor suchańskich
joannitów, Tessen Kleist, występował jako świadek w układzie podpisanym
w 1493 r. w Pyrzycach, a dotyczący kwestii dziedziczenia władzy na
Pomorzu Szczecińskim.
Ten
sam Tessen Kleist był towarzyszem Bogusława X w jego pielgrzymce do
Ziemi Świętej od grudnia 1496 do kwietnia 1498roku. Natomiast Jerzy
Kleist, który był kanclerzem książęcym, pozostał w kraju, aby pomagać
księżnej Annie (Jagiellonce, żonie Bogusława X) w sprawowaniu władzy
książęcej na Pomorzu. Jeszcze w 1628 r., Pobierowo należało do rodziny
Kleist.
10 sierpnia 1628 r. wdowa po kapitanie Antonie Kleist, Juliane Elisabeth
z domu Koller, sprzedała posiadłość podporucznikowi Kasparowi v. Paris.
W kilka lat później majątek wrócił ponownie do pierwszych właścicieli,
gdyż Johan Joachim v. Kleist odkupił go za kwotę 8.000 talarów. Pozostało
w rękach tej rodziny do 1772r, kiedy to w Berlinie umarł hotelarz
Ludwig Leopold Georg von Kleist. Jego matka sprzedała później Pobierowo
staroście Kleist, następnie po kilku latach na krótko Pobierowo przejęła
inna osoba, od której powróciło w ręce von Kleista. W 1789r dzierżawcą
Pobierowa został Daniel Rickman.
W 1801 r. rotmistrz Otto Joachim v. Kleist odstąpił za cenę 781 talarów,
18 groszy, 48 korców żyta i 10 sztuk dobrych gęsi Dawidowi Wernkaufowi,
wiatrak należący do wsi. Następnie w 1803 r. pozostały majątek przekazał
na własność dziedziczną mieszczaninowi Danielowi Godfredowi Rickmanowi
za kwotę 22 tysiące talarów. Przekazanie zostało zaakceptowane przez
króla pruskiego 10 czerwca1802r.
Pobierowo nie miało kościoła lecz tylko kaplicę z małą wieżą i dzwonami,
zbudowaną przez Ewalda von Kleista w drugiej połowie szesnastego wieku,
kilka lat przed pierwszym spisem parafialnym. Półtora wieku później
zaprzestano tam odprawiania mszy. Dopiero w 1806 roku do Pobierowa
zaczął przyjeżdżać pastor Dewitz z Trzęsacza i we wspomnianej kaplicy
wygłaszał kazanie. Duchowny otrzymywał posługę wynagrodzenie w wysokości
9 guldenów.
W czasie wojen . napoleońskich w Pobierowie stacjonował oddział wojsk
francuskich.
Po śmierci Rickmanna w 1810r. miejscowość przejął jego młodszy syn
Carl Davod, którego syn Hugo było ostatnim posiadaczem Pobierowa z
tej rodziny. W 1849 r. mieszkał tutaj wnuk nabywcy Herman Rickman,
w którego rodzinie majątek pozostawał przez 66 lat.
Daniel Rickman przeniósł czterech mieszkających w Pobierowie wieśniaków
na nowe miejsce, gdzie kazał wybudować dla nich mieszkalne domy. W
ten sposób powstało Małe Pobierowo, w odróżnieniu od starej wsi zwanej
od tego czasu Pobierowem Dużym. W roku 1896 Pobierowo Duże zostało
odkupione przez Roberta Krause.
W miarę upływu czasu wzrastała liczba mieszkańców tej osady, pod koniec
XIX wieku było tu ich 23 oraz 5 właścicieli ziemskich. W drugiej połowie
XIXw. Pobierowo, podobnie jak inne okoliczne wioski zaczęła tracić
swój rolniczy charakter, a to na skutek tego, że ziemia uprawna była
zasypywana piaskiem z brzegu morskiego. O ile w roku 1886 w księgach
ziemskich zarejestrowanych jest kilkudziesięciu rolników, to na początku
ubiegłego obecnego stulecia zaledwie trzech. W maju 1939. r. zamieszkiwało
376 osób przy 111 ogniskach domowych.
Podania i legendy z okolic
Pobierowa
Pozbawiona miłości - Die Liebelose
(podana przez żonę nauczyciela Zastrowa z Niechorza)
Nazwa małej rzeczki łączącej jezioro Liwia Łuża z morzem jest nam
przekazana z XII wieku jako "Niflose". Legenda ukazując
nam miłą romantyczną historię objaśnia nam znaczenie nazwy. Dawniej
nad samym brzegiem jeziora nazywanego wówczas ,,Niflose" (teraz
Eiersberg) znajdował się stary gród rycerski a w nim mieszkała szlachetna
panna dla której nikt nie był nie tylko wystarczająco piękny i bogaty
jak również odpowiednio bardzo odważny. Wielu szlachetnych młodzieńców
ubiegało się o jej rękę, ale żaden z nich nie znalazł łaski w jej
oczach. Ona chciałaby ofiarować swoją miłość tylko takiemu rycerzowi,
który odważyłby się przepłynąć z jednego brzegu na drugi tego 1100
morgowego jeziora. Duża liczba młodych rycerzy podjęła to ryzyko i
znalazła śmierć w pozornie nie niebezpiecznej wodzie. Ponieważ po
powierzchnią wody rośnie ogromna liczba splątanych roślin które śmiałych
pływaków chwytały (powstrzymywały) tak, że biedni musieli umrzeć.
Ale jednemu odważnemu młodzieńcowi udało się tę próbę wytrzymać (z
tej próby wyjść cało). Mimo to on został odrzucony. Panna z tego powodu
została nazwana "Liebelose" (pozbawiona miłości) a na pamiątkę
tego połączenie jeziora Liwia Łuża z morzem nazywa się "Liebelose"
aż do dnia dzisiejszego.
Marida z Kłajpedy (opis Strackera)
Jak twarda i bez miłości jest legenda o szlacheckiej pannie z Niflose,
tak pełna miłości i przyjazna jest historia którą pod tytułem Marida
z Kłajpedy. To jest przede wszystkim prawdziwa historia tu i tam bajkowo
przyozdobiona. Opowieść przenosi nas do połowy poprzedniego stulecia
gdy właścicielem majątku rycerskiego był Dumstrey. Kapitan Hohorst
wszedł na mieliznę podczas silnego sztormu ze swoim wspaniałym statkiem
,,Marida z Kłajpedy" na brzegu koło Łukęcina . Pan Dumstrey zwołał
swoich ludzi na plażę na ratunek.
,,Ratunkowa armata na brzeg przyniesiona, kula na linie bez końca
wysoko ponad potęgą wysokich jak domy fal leci z szalonym pośpiechem".
Jednak jedna po drugiej przy ciężkim sztormie nie trafia do celu,
także z pomocą łodzi ratunkowej próbowano daremnie podejść do rozbitków.
Ostatnia kula została załadowana.
"Statek rzuca się na strony, załoga na śmierć zdecydowana. Oto
trafia rakieta z warczącym odgłosem przechodzi w poprzek ponad wrak
przestrzelona."
6 kwitnących istnień ludzkich zostało uratowanych.
"Wątły marynarz, młoda krew znalazł swój mokry grób w falach".
Kapitan Hohorst na śmierć wyczerpany został jako pierwszy gość nowego
właściciela z miłością pielęgnowany przy czym pośpiesznie z Kłajpedy
przybyła żona wiernie służyła gospodyni domu. Wielka przyjaźń połączyła
odtąd obie rodziny. Kula dzięki której zostali uratowani rozbitkowie
została powieszona na stacji ratunkowej w Trzęsaczu nad wejściem i
otrzymała na trwałą pamiątkę następujący napis:
,,Kula która uratowała 16 mężczyzn z nieszczęścia morskiego morskiej
biedy i od ciężkiego niebezpieczeństwa"
Na pamiątkę zachowana została także flaga statku oraz tablica z nazwą
statku Marida von Memel.
Kapitan Hohorst przygotowywał się do nowej podróży. Dumstrey został
zaproszony do Kłajpedy na wodowanie nowego statku na miejsce zatopionej
Maridy, któremu nadano imię "Dumstrey - Trzęsacz". Przyjaźń
między kapitanem a Dumstreyem wzrastała z roku na rok.
Kiedy kapitan ze swoim statkiem ,,Dumstrey- Trzęsacz" przybył
w pobliże gościnnego brzegu to jak podaje legenda trzęsła się kula
która kiedyś jemu i jego załodze uratowała życie. Ludzie twierdzili,
że kula ma proroczy dar. Ten kto ją pobujał będąc starającym się konkurentem
o rękę jakiejś panny szybko nim zostawał.
Na krze przez Morze Bałtyckie
Na południowej stronie wyspy Bornholm mieszkali i mieszkają jeszcze
dziś liczni rybacy. Pewnego roku była tak bardzo surowa zima, że wody
i studnie były zamarznięte. Bydło było pędzone do pojenia do pobliskiej
rzeki. Pewnego dnia poprowadziła córka pewnego rybaka jedyną krowę
- na powrozie - do wodopoju. Nagle od pokrywy lodowej na której oboje
stali odpadła duża część i zaczęła płynąć, zanim wystraszona dziewczyna
była w stanie z upartą krową osiągnąć stały ląd. Kra dryfowała na
otwarte morze, a rozpaczliwe wołania o pomoc zostawały bez odpowiedzi.
Dziewczyna modliła się rozpaczliwie o ratunek ale nie napotkała żadnego
statku ani łodzi. Zimno, głód i pragnienie nękały młodą kobietę której
jedynym pożywieniem było mleko. Nocą wyczerpana dziewczyna opadła
z sił.
Na naszym brzegu pewnego wieczoru syn pewnego właściciela usłyszał
dochodzące z morza ryczenie krowy. Uzbrojony w latarnię pośpieszył
razem z parobkiem na plażę i tam zobaczyli ku swemu niemałemu zdumieniu
krę z wynędzniała od głodu ryczącą krową a obok niej nieprzytomną
młodą kobietę. Po wielu daremnych próbach udało im się podciągnąć
do brzegu krę z jej osobliwym ładunkiem. Krowa została zaprowadzona
do ciepłej obory, podczas gdy syn właściciela wniósł do domu omdlałą
dziewczynę, gdzie po długim czasie przy troskliwej pielęgnacji się
obudziła. Stopniowo powracały utracone siły a dziewczyna pomagała
w gospodarstwie swego wybawiciela - młodzi pokochali się nawzajem
i po pokonaniu wszystkich przeszkód zostali szczęśliwą, połączoną
miłością parą małżeńską, szczodrze pobłogosławioną przez Boga.
Karczma rabusiów
W zamierzchłej przeszłości na naszym wybrzeżu działy się różne rzeczy,
które nie ujrzały światła dziennego. Jedną z nich jest opowieść o
karczmie rozbójników w Rewalu. Karczmę ta prowadziła mało przypominającą
rodzinę firma. Była nią stara kurna chata z ciężkim dachem sięgającym
do samej ziemi. Stała jeszcze do 1890 roku i z powodu wdzierającego
się morza musiała być rozebrana. Przez tę karczmę wiodła droga z Gdańska
do Szczecina przez Kołobrzeg. Gdy tylko z daleka nadjeżdżała fura
- zaczynał się poruszać dzwonek, który był umocowany w piecu sąsiadującego
z karczmą domu mieszkalnego. Mieszkańcy karczmy zbójeckiej przyglądali
się tylko podróżującym i gdy domyślali się opłacalnego łupu robili
z nim z nimi krótki sąd i rabowali albo nawet zabijali. Przypuszczalnie
jeszcze dziś powinny znajdować się w ziemi kości szczątki ograbionych
kupców i wędrowców.
Wyrzucony na brzeg wieloryb
Dawno temu został wyrzucony na brzeg ogromnej wielkości wieloryb.
Ponieważ Rewal nie posiadał, koni przyprowadzono je z sąsiedniego
Śliwina. Ale wszystkie konie z całej wsi nie były w stanie tę potworną
rybę wyciągnąć na ląd. Wreszcie na brzeg wyrzucił go duży sztorm.
Wieloryb został poćwiartowany i przewieziony do Trzebiatowa gdzie
jego szkielet był przechowywany w kościele Mariackim. Jedno żebro
pozostało na brzegu i zostało umieszczone w kościele w Trzęsaczu skąd
później zostało oddane do katedry w Kamieniu Pomorskim.
Złe sumienie (wyrzuty sumienia)
W czasie wojny siedmioletniej koło Rewala wszedł na mieliznę i rozbił
się rosyjski statek. Załoga utopiła się i zwłoki leżały na pokładzie.
Pewien mieszkaniec Rewala wykorzystał nadarzającą się okazję i przywłaszczył
sobie najlepsze ubrania i sprzęty które znalazł na tym statku. Od
czasu rabunku nie miał spokoju, duchy zmarłych marynarzy prześladowały
go dzień i noc.. Słyszał je idące przez sypialnię w ciężkich butach
z cholewami wypełnionymi wodą. Chłop był tak niespokojny, że w Rewalu
nikt nie mógł go znieść. W końcu sprzedał swoją działkę dziadkowi
obecnego właściciela Luisa Kostena.
Bursztyn
Bursztyn jest znanym niepowtarzalnym specyficznym niemieckim kamieniem
szlachetnym, który jest znajdowany od pradawnych lat w obszarze Morza
Bałtyckiego. Już Homer wspomina o fenickich handlarzach bursztynu.
Pisze o nim także rzymski pisarz Tacyt z I wieku po Chrystusie i nazywa
go "glaesum" . To jest prastara niemiecka nazwa dla przezroczystego
bursztynu, z tego słowa pochodzi także dzisiejsze znaczenie słowa
"glas" (szkło). Obecna niemiecka nazwa bursztynu - ,,bemstein"
(tzn. palący się kamień) ma o wiele późniejsze pochodzenie.
Bursztyn, którego rozróżnia się ponad 100 rodzajów jest żywicą sosny
bursztynowej, która dawniej miała swoje siedlisko nad brzegiem Bałtyku.
Ostatni ogromny sztorm z roku 1913 na pomorskim i pruskim wybrzeżu
wyrzucił na ląd niezwykle dużą ilość bursztynu. W okolicach Pobierowa
od dawnych czasów używano bursztynu do wykonywania ozdób.
Istnieje również starą grecką historia o powstaniu bursztynu. Faeton
(świecący) syn Heliosa (słońca) pragnął , jeden jedyny raz pokierować
"wozem słonecznym", na którym jego ojciec codziennie wznosił
się z morza by przejechać od wschodu do zachodu przez cały świat.
Wóz był zaprzężony w cztery ogniste rumaki. Z niechęcią Helios uległ
ojciec synowi. Fateon nie był jednak w stanie poskromić rumaków. Dziko
gnały one przez przestrzeń przed siebie. Faeton upadł na ziemię spalony.
Jego siostry opłakiwały go i potem zamieniły się w topole. Ale jeszcze
teraz płyną ich łzy i jako kosztowny bursztyn spadają na ziemię. Słońce
je utwardza a wody niosą je w głąb morza.
Bardzo miło i poetycznie opowiada legenda z greckiej starożytności
o bursztynie jako łzach niebiańskich istot - dowód, na dużą wartość
złociście połyskującej żywicy sprzed tysiącleci.